Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bieganie utrudnia życie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bieganie utrudnia życie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 kwietnia 2014

Biegacz znienawidzony

No właśnie szlag mnie trafił gdy przed chwilą przeczytałam artykuł Redaktora Dominika Zdorta "Biegactwo i inne religie". Szanowny Pan Redaktor pisze o biegaczach "Nie chciałbym tu nikogo urazić, ale bieganie zawsze uważałem za rozrywkę dla ludzi o, powiedzmy, niezbyt subtelnej umysłowości."



Wiesza psy na organizatorach Półmaratonu Warszawskiego, narzeka na dezorganizację życia miejskiego,korki, objazdy, zbyt długi dojazd do pracy. Podważa nawet samą nazwę "półmaraton"

"Już sama nazwa „półmaraton" wywołuje mój protest. Trasa maratonu to 42 kilometry, i jeśli ktoś biegnie 21 kilometrów, to biegnie właśnie tyle – i z maratonem to nie ma nic wspólnego. [...] Jak rozumiem, nazwę „półmaraton" wymyślono w czasach politycznej poprawności po to, żeby nie urazić tych uczestników biegu, którzy na przebiegnięcie całej trasy nie mają siły."

W dalszej części swojego wywodu Redaktor porównuje biegaczy do fanatyków religijnych, którzy mają czas na treningi, a już na wizytę w Kościele nie...

Naprawdę nie rozumiem dlaczego bieganie i biegacze wywołują takie negatywne emocje. Nigdy nie słyszałam, żeby biegacz obrażał kogokolwiek, wyśmiewał, narzekał,  piętrzył problemy. Czy ja podnoszę alarm gdy przechodzi procesja czy pielgrzymka?albo gdy jest protest, przemarsz, koncert czy mecz? Albo Euro 2012? Nie, bo mieszkam w mieście i muszę liczyć się z plusami i minusami. Dlatego naprawdę nie rozumiem w czym jest taki wielki problem, że parę razy w roku w niedzielę jest zamkniętych kilka ulic. Przy czym informacje o wydarzeniu są na kilka tygodni przed, są wyznaczone objazdy, a policja pomaga w kierowaniu ruchem.

Czy ja komuś czegoś zazdroszczę? Nie najwyżej szczerze gratuluję, bo ścigam się tylko z własnymi rekordami. Często zdarza mi się słyszeć od osób, które nie biegają "Kari, wiesz że X miał lepszy czas od Ciebie?", zawsze odpowiadam, że bardzo się cieszę i gratuluje, bo mój ostatni rekord jest dla mnie tyle wart co złoty medal. Bo właśnie na tyle dzisiaj mnie stać i to jest o 100% więcej niż rok temu. To właśnie jest w bieganiu fajne, że każdy przeżywa własne sukcesy.


Często też od nie-biegaczy słyszę jakie bieganie jest niezdrowe, a najczęściej mówią to z papierosem w w ustach i drinkiem w dłoni, zagryzając śmieciowym jedzeniem. Gdy oni spędzają niedziele na kacu ja jestem już po treningu. Z pewnością moja opcja jest gorsza.... :)

No serio. Co komu to bieganie przeszkadza?  Dlaczego właśnie dzisiaj Mediolan i Paryż żyją organizowanymi w tych miastach maratonami, a w naszej polskiej rzeczywistości zawistnicy piętrzą problemy...? Ach, daleko jeszcze nam do tego wielkomiejskiego luzu i wielkiego świata.