Jako stały bywalec wszelakich odmian fitnessu od Płaskich brzuchów, Zgrabnych pup przez TBC, ABT, Body Pump, Zumbe, Latino, Pilates, Cross, Fat Burning...naprawdę rzadko widuję na zajęciach panów. Pojawiają się bardzo sporadycznie, ale już na etapie rozgrzewki gdy nie są w stanie zapamiętać choreografii a rzucane komendy nic im nie mówią widać, że się zniechęcają.
z jednej strony szkoda, bo moja Szybsza Połowa równiez ma pogardliwy stosunek do wszelakich zajęć i nigdy nie chce dać się namówić na wspólny fitness, a tyle z drugiej strony fajnie miec świadomość, że choć w tej dziedzinie, to kobiety rządzą :)
Jednak pójdźmy po kolei. żeby nie zalał mnie wrzask, że największymi wymiataczami zumby sa przecież faceci. TAK!Zgadzam się! i to na zajęciach z instruktorem facetem przewaznie jest fajniej, ale z drugiej strony wśród uczestników są zazwyczaj tylko panie.
Najwięcej facetów przychodzi na zajęcia z elementami cross fitu czy na takie, które zawieraja ćwiczenia za sztangą.
Dlatego tym większe było moje zaskoczenie gdy spotkałam kilku panów na zajęciach zumby w bemowskim Zdroficie. I nie byli to przyciągnięci na siłę przez żony mężowie, tylko naprawdę podjarani, super tańczący panowie.Fajnie było popatrzec na ludzi z zajawką, po zajęciach powiedzieli że traktuja je jako trening uzupełniający który daje pozytywna energie. I to jest moim zdaniem bardzo fajne.
Poza tym nigdy i nigdzie nie zrobiłam tak dokładniei tak intensywnie ćwiczeń na brzuch jak podczas zajęc grupowych. Równiez tylko podczas pilatesu czy jogi jestem w stanie dokładnie rozciągnąć każdy mięsień, sama nawet po długim biegani i zbolałych mięśniach rozciagam się nietak dokładnie jak powinnam :)
A co Wy o tym sądzicie? Facet na fitnessie tak czy nie? Chodzicie na fitness ze swoimi partnerami/partnerkami?
