Kolacja wigilijna była w dużej sali gdzie wszyscy siedzieli przy stołach ze znajomymi i rodziną. Byli turyści nawet z Azji, więc mój Włoski Biegacz nie czuł się wyobcowany :) było śpiewanie kolęd, był opłatek i tradycyjne potrawy. A zamiast wielogodzinnego biesiadowania był wieczorny spacer po Karpaczu ok 6 km.
Następnego dnia weszliśmy na Śnieżkę, w czasie kolejnych dni były spacery po Karpaczu i okolicach. Codziennie min 15 km, przebieżki po lesie, basen, kręgle...znajomi śmiali się, że zorganizowałam obóz sportowy.
Mój mąż dołożył do tego codzienny trening biegowy o świcie, ok 20 km po górach. Także było aktywnie, nawet bardzo. Kalorie spalone, kilogramów nie przybyło. Była za to fajna zabawa, wycieczki i świeże powietrze.
Trzeba przyznać, że klimatu Świąt domowych nie było, ale na pewno warto spróbować. Choć do takiej opinii dojrzewałam latami. Kiedyś sądziłam, że jedyne prawdziwe Święta, to te w domu.
A teraz pora na plany na 2016.....cały czas nie są sprecyzowane więc o tym za chwilę



