Zaczęłam biegać w kwietniu, kiedy pogoda bywała różna, ale z dnia na dzień robiło się coraz ładniej i coraz cieplej. Potem zrobiła się soczysta, zielona wiosna, zaczęło lato i tak przeleciały mi pierwsze miesiące początkującej biegaczki.
W lecie było kilka dni, kiedy treningi były mordercze. Temperatura sięgała 40C i naprawdę z wywieszonym językiem kończyłam trening. Mimo wszystko lato, to lato. Słońce, długi dzień, krótkie spodenki...wiadomo, aż się chce wychodzić z domu. Muszę przyznać, że bałam się jesieni, bo nie byłam pewna czy wytrwam w treningach. Czy będzie mi się chciało wyjść z ciepłego domu na zimno i deszcz?
Co prawda jeszcze hardcorowe stany pogodowe mamy przed soba, ale już czuć wyraźna różnicę.
Ciemniej, zimniej, mokro....
Na szczęście okazało się, że po chwili nieprzyjemnego chłodu, który jest odczuwalny w czasie rozgrzewki szybko robi się ciepło, a nawet gorąco. Rześkie powietrze sprawia, że z chęci rozgrzania pierwszy kilometr biegnę dosyć szybko, a potem nieco zwalniam, ale łapię jakiś taki równy rytm i spokojnie biegnę 5km, a potem zawracam i w ok 1h kończę 10 km. Naprawdę aż sama jestem zaskoczona, że niższa temperatura tak fajnie wpłynęła na moje bieganie.
Pierwszy raz tempo konwersacyjne zaczęło mnie dotyczyć. Do tej pory byłam raczej w roli słuchacza, bo po kilku wypowiedzianych zdaniach brakowało tchu, a teraz nawet troszkę porozmawiałam :)
Na zachętę kupiłam jesienne ubrania biegowe: długie leginsy z odblaskami, "oddychającą" bluzkę z długim rękawem i pętelką na kciuki no i neonową kurtkę wiatrówkę/przeciwdeszczówkę z kapturem. Ubrania wybrałam raczej z dolnej półki, bo bluza z HM, a leginsy i kurtka z Go sport, ale naprawdę jestem zadowolona i jakoś od razu chcę mi się więcej biegać :)
A biegać muszę dużo, bo do połowy października w każdy weekend mam jakiś bieg. Jako treningi uzupełniające w tym tygodniu stawiam na fitnessowe zajęcia "płaski brzuch" :) A Wam jesień sprzyja? Lubicie treningi podczas chłodnych wieczorów i poranków?