Wykorzystując dzisiejszą przepiękną polską, złotą jesień postanowiłam zrobić dłuższe wybieganie w promieniach słońca. Jako, że po głowie chodziło mi też, żeby pójść na długi spacer po Nowym Świecie, Krakowskim Przedmieściu i Starówce, to postanowiłam połączyć oba pomysły. Pobiegliśmy z Bemowa na Plac Bankowy, potem Długą i prosto przed Kolumnę Zygmunta.
Tu chwila na łyk wody i zdjęcie, a potem dalej na Plac Teatralny i przez centrum, wolę do domu. Starówka nie była do końca dobrym pomysłem, bo ciężko się biega w tłumie, ale szybko osiągnęliśmy cel jakim była kolumna Zygmunta i szybko uciekliśmy na mniej uczęszczane trasy.
Pogoda piękna, dobre nastroje, muzyka na uszach...naprawdę fajna wycieczka po mieście. Miło jest obserwować znane miejsca, przechodniów, turystów z innej, biegowej perspektywy. Bieganie stanowi taki super dodatek. Bo niby byłoby fajnie np spacerować i tez być na warszawskich ulicach, mijać ludzi, wczuć sie w klimat, jednak jednocześnie biegnąc to tak jak latać klasa ekonomiczna albo w pierwszej klasie. Niby i to i to fajne, ale jednak miło mieć lux bonus :)
Z pewnością powtórzymy taki biegowy city break, może następnym razem Żoliborz albo Muranów znajdą się na naszej trasie.
Zapewne jest wielu przeciwników biegania w mieście i pojawią się głosy, że lepiej pobiegać w lesie. Jednak ja jestem typowym mieszczuchem i dzieckiem XXI wieku. Potrzebuje wielu bodźców, bo szybko się nudzę. Dlatego zanim zaczęłam biegać z muzyką czy radiem na uszach moim podstawowym problemem w bieganiu nie była kondycja lecz nuda. Po 30 minutach i przemyśleniu zaległych spraw zaczynałam się nudzić. Teraz czas leci szybko, nie zastanawiam się nad każdym kilometrem i łatwiej pokonuje dystanse.
A Wy urządzacie przebieżki po mieście czy raczej łono natury?