Ostatnio zupełnie przypadkiem usłyszałam historie, że bieganie może zniszczyć życie. Z zainteresowaniem wsłuchałam się w historie i okazało się, że znajoma znajomej ma problem z mężem, który uzależnił się od biegania. Ciągle treningi, wyjazdy, starty w biegach. Całe życie podporządkowane bieganiu. Każda dodatkowa kasa idzie na gadżety biegowe, wolna chwila = bieganie. Żona zrozpaczona, że przegrywa z bieganiem....
W sumie racja, nie chciałabym żeby mój narzeczony nagle odpłynął tak np w stronę no nie wiem serfowania, choć z drugiej strony pewnie zaczęłabym pływać razem z nim... W każdym razie sprowokowało mnie to do tego, żeby pomyśleć jak bieganie wpływa na mój związek i doszłam do wniosku, że mam mega szczęście, że mój facet biega. Ba! mogę nawet powiedzieć, że bieganie cementuje nasz związek, bo razem trenujemy, razem jeździmy na biegi, razem robimy nocne biegowe wycieczki i weekendowe długie wybiegania.Myślę, że bieganie stało się takim naszym, wspólnym "czymś" co łączy i podkręca codzienną monotonie życia.
Właśnie dlatego, że biegamy razem nie ma problemu gdy zamiast kina czy wyjścia na kolacje wybieram bieganie. Nie ma problemu gdy zapisuję sie/nas na kolejny bieg i temat treningów nigdy nie jest nudny. Jedyne, co Go lekko nudzi to zdjęcia, które robie na bloga, ale nikt nie jest doskonały :)
A jak bieganie wpływa na Wasze związki? Biegacie z chłopakami/dziewczynami, zonami, partnerami? Są zgrzyty na płaszczyźnie biegowej czy raczej luzik i radość?