piątek, 22 listopada 2013

Biegacz w związku



Ostatnio zupełnie przypadkiem usłyszałam historie, że bieganie może zniszczyć życie. Z zainteresowaniem wsłuchałam się w historie i okazało się, że znajoma znajomej ma problem z mężem, który uzależnił się od biegania. Ciągle treningi, wyjazdy, starty w biegach. Całe życie podporządkowane bieganiu. Każda dodatkowa kasa idzie na gadżety biegowe, wolna chwila = bieganie. Żona zrozpaczona, że przegrywa z bieganiem....

 




 

W sumie racja, nie chciałabym żeby mój narzeczony nagle odpłynął tak np w stronę no nie wiem serfowania, choć z drugiej strony pewnie zaczęłabym pływać razem z nim... W każdym razie sprowokowało mnie to do tego, żeby pomyśleć jak bieganie wpływa na mój związek i doszłam do wniosku, że mam mega szczęście, że mój facet biega. Ba! mogę nawet powiedzieć, że bieganie cementuje nasz związek, bo razem trenujemy, razem jeździmy na biegi, razem robimy nocne biegowe wycieczki i weekendowe długie wybiegania.Myślę, że bieganie stało się takim naszym, wspólnym "czymś" co łączy i podkręca codzienną monotonie życia.

 




 

Właśnie dlatego, że biegamy razem nie ma problemu gdy zamiast kina czy wyjścia na kolacje wybieram bieganie. Nie ma problemu gdy zapisuję sie/nas na kolejny bieg i temat treningów nigdy nie jest nudny. Jedyne, co Go lekko nudzi to zdjęcia, które robie na bloga, ale nikt nie jest doskonały :)



A jak bieganie wpływa na Wasze związki? Biegacie z chłopakami/dziewczynami, zonami, partnerami? Są zgrzyty na płaszczyźnie biegowej czy raczej luzik i radość?

 

 

31 komentarzy:

  1. Luzik i radość :) Biegamy osobno, bo ktoś musi z synkiem zostać. Chociaż jeden wspólny bieg i kilka treningów udało się zaliczyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejszy podział obowiązków i treningów :)

      Usuń
  2. Dobry temat. Jesteś w szczęśliwym położeniu bo macie wspólne zainteresowania i razem biegacie i to jest ok. Napisałaś że jakby Krystian pływał to byś też pływała. Ale nie każdy musi lubić to co robi druga połówka - owszem trzeba to zrozumieć i pozwolić na to a samej poszukać też coś dla siebie . Ale w tej historii facet faktycznie jest uzależniony - nie wiem czy bym chciała z nim być.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy Ktos jest uzalezniony, to zawsze warto pomóc. A gdy druga osoba ma odmienna pasję, to może warto się zainteresować :)

      Usuń
  3. Myślę, że przypadek opisany to już uzależnienie ale takie negatywne. :( To naprawdę smutne. A co do mojego męża, na razie robi za super nianię dlatego biegam tylko ja ;) Ale mam plan wyciągnąć go na biegowe ścieżki ale to już na wiosnę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki za Wasze wspólne bieganie :)

      Usuń
  4. fajnie, jak robi się coś razem, ale myślę że i tak kluczem do sukcesu jest umiejętność szanowania nawzajem swoich pasji - z jednej strony i chęci wspólnego spędzania czasu, byciem (przynajmniej raz na jakiś czas) absolutnym centrum zainteresowań z drugiej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze, żeby sie nie ograniczać :)

      Usuń
  5. Ja biegam, mój nie. Ale każdy ma swoje pasję, więc jesli zajmuję się biegiem to on robi sobie coś swojego ;-) wolne chwile spędzamy razem :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grunt, to umieć sie dogadać i szanować pasję drugiej osoby

      Usuń
  6. No jak to dobrze, ze obydwoje NIE biegamy! ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj chciałabym żeby mój biegał, ale nie daje się przekonać. Tyle dobrze, że na rolkach jeździmy razem : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mój za to nie jeździ ze mna na rolkach :)

      Usuń
  8. Receptą na wszystko jest umiar i zasada "jeśli ktoś kogoś kocha to pozwala mu żyć". I tyle. Albo aż tyle. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o historię którą opisała Kari ..... faktycznie facet nie zna umiaru - egoista albo uzależniony. Żona pewnie Go kocha - sądzisz że nie pozwala mu żyć ?? Powinna poszukać swojej pasji - zająć się sobą albo zostawić faceta i nie babrać sie w tym

      Usuń
    2. Sprawa jest ciężka. Mnie też ciągnie do biegania ale mam dwoje dzieci, nie mogę obciążać żony ciągłym zajmowaniem się nimi i jeździć po świecie. To nie jest mój zawód tylko hobby i nie mogę rozpirzać wszystkiego wkoło bo byłbym egoistą. Mój limit to dwa wypady na zawody maksymalnie w miesiącu i 3 treningi tak czasowo ustawione by nie demolować całego dnia. Oczywiście to za mało by zostać mistrzem. Pytanie tylko czy o bycie mistrzem chodzi? Ja wolę spędzać czas z moimi córkami i żoną niż wygrywać zawody. I już. Kwestia priorytetów.

      Usuń
    3. Trzy treningi tygodniowo miało być. :)

      Usuń
    4. I tak trzymaj - jesteś super facetem :)

      Usuń
    5. Przemku oby więcej takich empatycznych biegaczy! Fajnie, że potrafisz wszystko połączyć :)

      Usuń
    6. Łatwo nie jest. :( Ale próbuję.

      Usuń
  9. życie można zniszczyć wszystkim jeśli nie zachowuje się umiaru i równowagi

    OdpowiedzUsuń
  10. w zyciu nalezy umiec priorytetyzowac, jesli ktos zapomina o parterze dla czegokolwiek innego, to warto sie zastanowic nad przyczyna, czemu ktos postanowil oddryfowac ;)

    w moim zwiazku duzo czasu spedzamy oddzielnie i tak nam dobrze, grunt, ze wieczorem wracamy do jego lozka, gdzie mozemy się tym wszystkim dobrym podzielic :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grunt, że Wam to pasuje. Bo znam dziewczyny, które obsesyjnie chcą spędzać z facetem każda chwilę i nawet trening jest problemem

      Usuń
  11. Kari, zazdraszczam męża-biegacza. Ja ciągle poszukuję złotego środka, żeby rodzina nie czuła się "obciążona" moją pasją. Przeważnie kończy się to tak, że biegam, gdy rodzina już/jeszcze śpi a imprezy biegowe muszę mieć jakieś atrakcje dla moich ukochanych facetów :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. No najlepsza opcja chyba to przekonać partnera do biegania :D Oczywiście nie zawsze to możliwe :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy sie to udaje, to jest super! choc czasami tez utrudnia, ja jakiś czas temu pokłóciłam się okropnie z narzeczonym przed samym startem w biegu i kiepsko nam sie biegło :)

      Usuń