Pokazywanie postów oznaczonych etykietą razem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą razem. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 sierpnia 2013

Mój system motywacyjny w bieganiu :)



Bieganie jest super, to nie ulega wątpliwości. Jednak taka szczera, prawdziwa niczym niepodważalna radość jest u mnie w 100 % w chwili zakończenia biegu :) Wtedy jest radość, że przekroczyło sie własne słabości, lenistwo, są endorfiny, jest miłe uczucie zmęczenia i satysfakcja.

 W trakcie bywa różnie, czasami od pierwszej do ostatniej minuty biegnę jak na skrzydłach i wkurzam się gdy muszę na sekundę się zatrzymać bo akurat przejeżdża przez ulice samochód, a czasami gdzieś na początku, w środku pojawia się myśl "kurcze ale dzisiaj ciężko, nogi ważą po 50km każda, jak gorąco....może chwile pomaszerować? No i wtedy w głowie pojawiają się transparenty z napisami: no co Ty?! biegnij! nie bądź lamusem! dasz radę! co to dla Ciebie? takie myślenie pomaga, do tego głośnie muzyka, samozaparcie i chwila kryzysu mija... :)

Bardzo fajna i prosta metodę motywacji podpowiedziała mi moja koleżanka, która niemal z marszu, wcześniej nie biegając pobiegła na 10 km...Po 2 km juz miała dosyć, gdy myślała ile jeszcze przed nią chciała zejść z trasy. I wtedy zaczęła sie koncentrować na danej chwili, na tym, że biegnie. Wyłączyła myślenie "ile jeszcze? Ile jeszcze?" no i pomogło.

Gdy mam kryzys koncentruje sie tylko na tym, że biegnę i myślę, że ma to dwie zalety. Oczyszcza głowę, co jest strasznie cenne, bo codziennie w pracy przyswajam tyle informacji, że czasami czuję jakbym miała nieustająca gorączkę 39 stopni, a po drugie pozwala szybciej i lepiej biec.


Motywują też oczywiście konkretne plany biegowe, cele i nagrody. Właśnie dlatego gdy wezmę udział w jednym biegu staram się zapisać na następny, najlepiej o dłuższym dystansie. W związku z tym, że jestem typem prawdziwego kujona przygotowanie do biegu traktuje jak prace domową i systematycznie trenuje, wydłużam dystans i to naprawdę działa! są efekty! Gdy ma sie perspektywę fajnego biegu, to dużo lepiej się trenuje.

Kolejna sprawa to kilometry, czas i kalorie. Do biegania nakłaniają mnie też wyrzuty sumienia, gdy już sobie zaczynam myśleć "no dobra dzisiaj może bez biegania...", to wtedy sobie przypominam o zjedzonym makaronie na obiad, albo lodach i jakoś tak sie dzieje, że w minutę znajduję się w butach do biegania. Każdy chce fajnie wyglądać i mieścić sie w rozmiar S.


Właśnie dlatego taki mix chęć biegania, chęć poprawiania wyników, wydłużania dystansów i walka z kaloriami dają bardzo dobry efekt. Biegam niemal codziennie. W ciągu ostatnich 10 dni 65 km, jak na możliwości początkującej biegaczki to całkiem ok :)



środa, 31 lipca 2013

Razem czy osobno?



Jak pisałam na samym początku bloga, jeszcze bardzo niedawno bieganie było na mojej czarnej liście sportu :) Tak naprawdę zaczęłam biegać tylko i wyłącznie dzięki zachęcie, cierpliwości i motywacji, które dostałam od mojego narzeczonego. Cierpliwie zaczynał ze mna od biegania 1km na zmianę z maszerowaniem. Teraz idzie mi już lepiej, ale to wspólne bieganie nam zostało, mimo różnicy w umiejętnościach i doświadczeniu
( on przez kilka lat trenował bieganie).
Codziennie wieczorem biegamy 5km, czasami trochę więcej 7 albo 10. Biegamy równym tempem, mamy jakieś swoje stałe trasy, czasami biegniemy w nieznane słuchając tylko głosu aplikacji, który odlicza kilometry. Ciesze się z tego naszego wspólnego biegania, bo jest to taki codzienny "nasz czas", poza tym jest ktoś kto powie, że mam złą postawę, ktoś kto zdopinguje i gdy przyspieszy, to zmotywuje do tego by biec szybciej. Oczywiście gdy biegamy w większej grupie lub bierzemy udział w biegu, to każdy biegnie na własny rachunek, ale mimo wszystko lubię takie kolektywne bieganie :)
W opozycji stoi moja przyjaciółka, która uważa bieganie za czynność wyjątkowo intymną, gdy mamy czas tylko dla siebie. Możemy "oczyścić głowę", pogadać ze sobą .
Moje koleżanki, które są już mamami bieganie w samotności cenią sobie jeszcze bardziej, bo jest to czas, kiedy wreszcie nikt niczego nie potrzebuje, żadnego gotowania, soku, pieluszki, zabawki. Taki czas w 100% dla nich, po którym zadowolone, oczyszczone wracają do obowiązków.

Czytając dzisiaj wpisy na jednej z facebookowych grup biegowych widziałam ogłoszenie dotyczące rodzącej sie w mojej dzielnicy grupy biegowej. Jeszcze nie próbowałam( poza biegami) trenowania w towarzystwie, ale myślę, że muszę przetestować te opcję.

A Wy jak wolicie biegać?Sami czy w grupie?

ps. A może jest już jakaś nie za mocno zaawansowana grupa biegowa na Bemowie? Dajcie znać!