Dzień przed Biegiem Konstytucji 3. Maja wyszłam na delikatne rozbieganie i nagle TRACH. Kolanko, które do tej pory lekko pobolewało i zazwyczaj dawało się rozgrzać i rozbiegać tym razem rozbolało na serio. Najpierw starałam się trochę biegać, trochę maszerować i myślałam, że będzie ok
Niestety w końcu tak rozbolało, że 2 km wracałam do domu 1.5h
Potem ortopeda, przymusowy urlop i 2 tyg czekania na usg...prywatnie, bo z NFZ to pewnie z rok....
No i tym sposobem zostały mi tylko spacery, kilk razy w tygodniu 5 km. Jutro po 10 dniach przerwy idę pierwszy raz na fitness, a w weekend może zaczne biegać jakieś mini dystanse.
Smutno tak bezczynnie siedzieć w domu, mniej endorfin, no i co tu kryć...zazdrość lekka gdy patrzę na Wasze zdjęcia z treningów i biegów.
Jakie macie plany biegowe? Jak forma? A może macie jakieś doświadczenia z kontuzjami i możecie coś doradzić?
środa, 14 maja 2014
sobota, 26 kwietnia 2014
Bieg dookoła ZOO 2014
To był mój debiut w tym biegu, choć juz od kilku miesięcy słyszałam bardzo dobre opinie wśród biegaczy. Wszyscy mówili, że jest to najweselszy bieg. No i rzeczywiście atmosfera bardzo fajna, rodzinna, wesoła i dla tych, którzy są z Warszawy na pewno nieco nostalgiczna. Bo kto jako dziecko nie chodził z rodzicami do ZOO, kto nie pamięta waty cukrowej, balonów i innych kultowych zabawek ze straganów.
Pogoda dzisiaj nie rozpieszczała, choć ja akurat jestem zwolenniczką biegania w niskich temperaturach, gorzej się czuje przy upałach.
Na samym początku miło powitała dobra organizacja. Było gdzie zaparkować, teren był dobrze oznaczony, no i tuz przed startem można było odebrać pakiet startowy, co nie jest regułą.
Trasa bardzo fajna, no i dla mnie zaskakująca. Bo zazwyczaj nie sprawdzam przed biegiem trasy, żeby sie nie nastawiać, co trudne, co łatwe, tylko robić swoje. No i tym razem wzięłam nazwę imprezy dosłownie. Myślałam, że będziemy biegli dookoła ZOO. Tymczasem okazało się, że biegniemy główna alejka, mijając flamingi, hipopotamy, lwy. Naprawdę fajnie. Bieg zapisał się w mojej pamięci także zapachami - gofry, deszcz, trawa i bez :)
No ale, żeby nie było za słodko, to jak dla mnie minusem była konieczność robienia 3 razy tej samej pętli. Wolę dłuższe trasy. Momentem krytycznym był oczywiście podbieg, potem odcinek po nierównej kostce. A wszystko utrudniała śliska od deszczu trasa.
Kryzys złapał mnie na jakimś 8km, być może dlatego, że sądziłam że będzie w okolicach 5km wodopój i nie miałam wody. Jednak przyzwyczajenie robi swoje, a ja zazwyczaj w połowie piję. No ale pod koniec dostałam jeszcze turbo przyspieszenia, więc mimo że bez życiówki, to wstydu nie było. 57 min 1 sek
Na mecie czekały zabawne medale z wizerunkiem lwa, a chwilę później zaczynały się biegi dziecięce i rodzinne.
Na trasie widziałam wiele, znajomych, biegowych twarzy :) Fajna impreza, bardzo polecam :)
Pogoda dzisiaj nie rozpieszczała, choć ja akurat jestem zwolenniczką biegania w niskich temperaturach, gorzej się czuje przy upałach.
Na samym początku miło powitała dobra organizacja. Było gdzie zaparkować, teren był dobrze oznaczony, no i tuz przed startem można było odebrać pakiet startowy, co nie jest regułą.
Trasa bardzo fajna, no i dla mnie zaskakująca. Bo zazwyczaj nie sprawdzam przed biegiem trasy, żeby sie nie nastawiać, co trudne, co łatwe, tylko robić swoje. No i tym razem wzięłam nazwę imprezy dosłownie. Myślałam, że będziemy biegli dookoła ZOO. Tymczasem okazało się, że biegniemy główna alejka, mijając flamingi, hipopotamy, lwy. Naprawdę fajnie. Bieg zapisał się w mojej pamięci także zapachami - gofry, deszcz, trawa i bez :)
No ale, żeby nie było za słodko, to jak dla mnie minusem była konieczność robienia 3 razy tej samej pętli. Wolę dłuższe trasy. Momentem krytycznym był oczywiście podbieg, potem odcinek po nierównej kostce. A wszystko utrudniała śliska od deszczu trasa.
Kryzys złapał mnie na jakimś 8km, być może dlatego, że sądziłam że będzie w okolicach 5km wodopój i nie miałam wody. Jednak przyzwyczajenie robi swoje, a ja zazwyczaj w połowie piję. No ale pod koniec dostałam jeszcze turbo przyspieszenia, więc mimo że bez życiówki, to wstydu nie było. 57 min 1 sek
Na mecie czekały zabawne medale z wizerunkiem lwa, a chwilę później zaczynały się biegi dziecięce i rodzinne.
Na trasie widziałam wiele, znajomych, biegowych twarzy :) Fajna impreza, bardzo polecam :)
Spóźniona relacja po biegu na dychę przy Orlen Maratonie
Przed samym Orlen Warsaw Maratonem stchórzyłam i postanowiłam, że to jeszcze nie mój czas na maraton. Wydawało mi sie, że przed debiutem powinnam zrobić co najmniej 30 kilometrów, tak na próbę a tymczasem miałam na koncie jedyne 25 km. Może gdybym miała towarzystwo biegowe, to znalazłaby się większa motywacja i doping, a tak ziarno wątpliwości sprawiło, że postanowiłam odłożyć start. Pakiet maratoński zmieniłam na bieg 10 km.
Oczywiście już na starcie żałowałam, że może warto byłoby zaryzykować, no ale grzecznie ustawiłam się po mojej stronie ulicy. Atmosfera jeszcze fajniejsza niż zwykle przed biegami, bo biegaczy była naprawdę cała masa. Dychowicze z podziwem patrzyli na maratońską stronę, ale po drugiej stronie nie było wywyższania. I to jest właśnie super w sporcie, przynajmniej tym rekreacyjnym, że nie ma zawiści, zazdrości podstawiania nogi. Jest sportowa jedność. Gdy biegi ruszyły biegacze, biegnący w przeciwne strony ( Dychowicze biegli w stronę mostu Świętokrzyskiego, a Maratończycy w stronę Poniatowskiego) przybijali sobie "piątki".
Bieganie po mostach zawsze jest dla mnie fajne, więc Świętokrzyski na "dzień dobry" i przy finiszu, to strzał w 10 nomen omen :)
Później wisłostrada - to mój najmniej ulubiony fragment biegowej Warszawy, bo dłuży się niemiłosiernie, potem podbieg ul Sanguszki, no i klimaty staromiejskie - co znowu uwielbiam. Później zbieganie ekstremalnie"z górki" Tamką, most i jesteśmy w domu, to znaczy przed Stadionem Narodowym.
Biegło się bardzo dobrze, świetna trasa, siły odbierała dosyć duża lampa, no i tłum, przy pierwszej bramce z pomiarem czasu musieliśmy się niemal zupełnie zatrzymać, taki sie zrobił korek.
Ale ogólnie wszystko na plus. życiówki tym razem nie była, skromne 56 minut i to z włąsnej winy, bo źle spojrzałam na zegarek i wydawało mi się, że zupełnie nie ma o co walczyć, więc nieco odpuściłam na finiszu. Oczywiście nie co żałuję, bardzo żałuję że nie spróbowałam mimo wszystko wystartować w maratonie. No ale wszystko przede mną. A jako, że maraton chciałabym przebiec, a nie przemaszerować, to może rzeczywiście lepiej się stało.
Wszystkim Dychowiczom, Maratończykom i organizatorom gratuluję!
Wracając jeszczę na chwilę do samej organizacji, to naprawdę fajnie wyszło miasteczko biegowe, gdzie była masa atrakcji od targów biegowych, przez strefy zdrowia,strefe kulinarna, po takie atrakcje jak mozliwość stworzenia pierwszej strony Gazety Wyborczej z własnym zdjęciem i biegowym tytułem.
W pełni zasłużenie Orlen Maraton jest nazywany wśród biegaczy najlepiej zorganizowaną imprezą w Polsce.
Oczywiście już na starcie żałowałam, że może warto byłoby zaryzykować, no ale grzecznie ustawiłam się po mojej stronie ulicy. Atmosfera jeszcze fajniejsza niż zwykle przed biegami, bo biegaczy była naprawdę cała masa. Dychowicze z podziwem patrzyli na maratońską stronę, ale po drugiej stronie nie było wywyższania. I to jest właśnie super w sporcie, przynajmniej tym rekreacyjnym, że nie ma zawiści, zazdrości podstawiania nogi. Jest sportowa jedność. Gdy biegi ruszyły biegacze, biegnący w przeciwne strony ( Dychowicze biegli w stronę mostu Świętokrzyskiego, a Maratończycy w stronę Poniatowskiego) przybijali sobie "piątki".
Bieganie po mostach zawsze jest dla mnie fajne, więc Świętokrzyski na "dzień dobry" i przy finiszu, to strzał w 10 nomen omen :)
Później wisłostrada - to mój najmniej ulubiony fragment biegowej Warszawy, bo dłuży się niemiłosiernie, potem podbieg ul Sanguszki, no i klimaty staromiejskie - co znowu uwielbiam. Później zbieganie ekstremalnie"z górki" Tamką, most i jesteśmy w domu, to znaczy przed Stadionem Narodowym.
Biegło się bardzo dobrze, świetna trasa, siły odbierała dosyć duża lampa, no i tłum, przy pierwszej bramce z pomiarem czasu musieliśmy się niemal zupełnie zatrzymać, taki sie zrobił korek.
Ale ogólnie wszystko na plus. życiówki tym razem nie była, skromne 56 minut i to z włąsnej winy, bo źle spojrzałam na zegarek i wydawało mi się, że zupełnie nie ma o co walczyć, więc nieco odpuściłam na finiszu. Oczywiście nie co żałuję, bardzo żałuję że nie spróbowałam mimo wszystko wystartować w maratonie. No ale wszystko przede mną. A jako, że maraton chciałabym przebiec, a nie przemaszerować, to może rzeczywiście lepiej się stało.
Wszystkim Dychowiczom, Maratończykom i organizatorom gratuluję!
Wracając jeszczę na chwilę do samej organizacji, to naprawdę fajnie wyszło miasteczko biegowe, gdzie była masa atrakcji od targów biegowych, przez strefy zdrowia,strefe kulinarna, po takie atrakcje jak mozliwość stworzenia pierwszej strony Gazety Wyborczej z własnym zdjęciem i biegowym tytułem.
W pełni zasłużenie Orlen Maraton jest nazywany wśród biegaczy najlepiej zorganizowaną imprezą w Polsce.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






