Właśnie przyjechaliśmy do rodziców mojej szybszej połowy, którzy mieszkają we Włoszech w Castel Nuovo ne Monti. Tygodniowy urlop jest połączony z tygodniowym, codziennym treningiem w górach. Do tej pory moje podbiegi ograniczały się do takich ulic jak Belwederska, Goworka , Sanguszki, Karowa czy Górczewska w okolicach Wola Parku. Muszę przyznać, że przed Biegnij Warszawo zastanawiałam się jak mi pójdzie odcinek "pod górkę", bo zazwyczaj biegam niemal wyłącznie po płaskim. Poszło spoko, no i życiówka na 10 km. Potem radość, pierwsze 15 km, decyzja o udziale w półmaratonie.
No i dzisiaj muszę przyznać, że całe moje dotychczasowe miejskie bieganie, to nic w porównaniu do biegania w terenie górskim. I zaznaczam, że nie biegam po górach, tylko po drogach. Po prawdziwych górach nawet sobie w tej chwili nie wyobrażam :)
Na pierwszy trening wybraliśmy trasę 5km, podobno najprostsza. Od pierwszego metra pod górę, potem trochę w dół i jeszcze dłużej pod górę, no i tak na zmianę. W końcu dosyć długi odcinek" z górki" i tu zdziwienie! Do tej pory myślałam że odcinki w dół sa relaksujące i prościutkie, ale okazuje sie, że gdy zbocze jest naprawdę strome, to przy nabraniu dużej prędkości ciężko zapanować nad koordynacją i łatwo się przewrócić. W efekcie mięśnie pracowały jeszcze bardziej. Potem oczywiście był jak dla mnie hardcorowy odcinek w górę. Zazwyczaj cały trening odbywam bez przerw, maszerowania czy innych odpoczynków, ale tym razem musiałam dwa razy się zatrzymać, że złapać oddech. Po 5km byłam 10 razy bardziej zmęczona niż po 15 km w Warszawie. Muszę przyznać, że jest ciężko, ale jak to przetrwam, to półmaraton mikołajowy w Toruniu jest mój!!!!!!
A Wy gdzie biegacie? Po płaskim czy tereny górskie? A może po prostu wykorzystujecie lokalne górki ?