Dlaczego tak często los nas zaskakuje i wparowuje w nasze życie z jakimś newsem zupełnie nie w porę? Już wyjaśniam o co mi chodzi. Akurat teraz gdy mam masę energii, chętnie ćwiczę, biegam, próbuję nowych dyscyplin....musiałam się rozchorować. Sprawa z pozoru bagatelna, bo niby tylko odwlekana wizyta u dentysty przerodziła się w stan zapalny, antybiotyk, ketonal i nocne wizyty w klinikach... Jestem totalnie nie do życia, całą energie wykorzystuję żeby jakoś funkcjonować w pracy, ale poza tym, to dramat. Wegetacja w domu i odliczanie minut, kiedy znowu będę mogła wziąć leki i choć trochę przestanie boleć. Zwariować można Dlaczego to się nie przytrafiło w czasie gdy miałam totalnego lenia, nie chciało mi się trenować i ogólnie miałam fazę domatora? No dlaczego?
Akurat teraz gdy mam dużo pracy, chciałam dużo trenować i jeszcze zapisałam się na kurs dietetyczny. Ech....próba charakteru. Trzymajcie kciuki, żebym nie oszalała.
Jak Wy sobie radzicie z takimi psikusami losu? z kontuzjami, chorobami, zaskakującymi sytuacjami, które totalnie krzyżują plany?
