Miałam przymusową przerwę w treningach z powodu problemów ze zdrowiem. Niestety po tygodniu z antybiotykiem i silnymi lekami przeciwbólowymi powrót do sportu nie był łatwy. Dużo mniej energii, uczucie ciężkich nóg i jakaś taka ogólna niemoc. Teraz już powoli wracam do siebie, ale okazuje się, że niby krótka przerwa w połączeniu z lekami ma duży wpływ na formę. Mimo, że minął już tydzień od powrotu do treningów, to nadal nie czuję, że mam pełnię swojej energii.
Trudno jest mi sobie wyobrazić jak wygląda powrót do ćwiczeń po długiej przerwie czy po ciężkiej chorobie. To musi być naprawdę bardzo, bardzo trudne. I fizycznie i psychicznie. Z głowa chyba nawet trudniej...
Mój powrót wyglądał tak: 5 km biegania, pilates i tbc, 5 km biegania, trening funkcjonalny Reebok'a. Z treningu na trening trochę lepiej, ale nawet gdy wczoraj byłam na pilatesie i tbc, to czułam że szybciej się męczę, mniejsza wydolność płuc i wytrzymałość.
Dało mi to trochę do myślenia. Nie tylko odnośnie sportu, ale także ogólnie trybu życia. Od 3 lat zaczynam pracę przed 6.00 rano, wysypianie jest dla mnie tak samo abstrakcyjne jak lot w kosmos i gdy do tego doda się kilka pracujących weekendów z rzędu i nieregularne posiłki, to tak zwana higiena życia jest totalnie zaburzona. Nie da się wymagać od swojego organizmu 200 % - bo ma się sprawdzić intelektualnie w pracy/na studiach/na szkoleniach/na spotkaniach biznesowych, wymagać od ciała bo ma być zdrowe, fajnie wyglądać, mieć siłę i do tego dobrze trenować, gdy dajemy niewiele w zamian.
No i to muszę zmienić. Stawiam na higienę życia i regenerację. Muszę w końcu zacząć się wysypiać. Bez regeneracji nie ma energii. A ja za chwilę podejmuję wyzwanie przebiegnięcia korony półmaratonów, więc czasu na marudzenie nie będzie :)
poniedziałek, 22 lutego 2016
wtorek, 9 lutego 2016
Przymusowa przerwa!
Dlaczego tak często los nas zaskakuje i wparowuje w nasze życie z jakimś newsem zupełnie nie w porę? Już wyjaśniam o co mi chodzi. Akurat teraz gdy mam masę energii, chętnie ćwiczę, biegam, próbuję nowych dyscyplin....musiałam się rozchorować. Sprawa z pozoru bagatelna, bo niby tylko odwlekana wizyta u dentysty przerodziła się w stan zapalny, antybiotyk, ketonal i nocne wizyty w klinikach... Jestem totalnie nie do życia, całą energie wykorzystuję żeby jakoś funkcjonować w pracy, ale poza tym, to dramat. Wegetacja w domu i odliczanie minut, kiedy znowu będę mogła wziąć leki i choć trochę przestanie boleć. Zwariować można Dlaczego to się nie przytrafiło w czasie gdy miałam totalnego lenia, nie chciało mi się trenować i ogólnie miałam fazę domatora? No dlaczego?
Akurat teraz gdy mam dużo pracy, chciałam dużo trenować i jeszcze zapisałam się na kurs dietetyczny. Ech....próba charakteru. Trzymajcie kciuki, żebym nie oszalała.
Jak Wy sobie radzicie z takimi psikusami losu? z kontuzjami, chorobami, zaskakującymi sytuacjami, które totalnie krzyżują plany?
Akurat teraz gdy mam dużo pracy, chciałam dużo trenować i jeszcze zapisałam się na kurs dietetyczny. Ech....próba charakteru. Trzymajcie kciuki, żebym nie oszalała.
Jak Wy sobie radzicie z takimi psikusami losu? z kontuzjami, chorobami, zaskakującymi sytuacjami, które totalnie krzyżują plany?
poniedziałek, 8 lutego 2016
Im więcej na głowie tym lepsza organizacja
Ostatnio wzięłam sobie na głowę kilka dodatkowych obowiązków ( m.in akademię Dietetyki w której zaczęłam sie uczyć, rozpoczęłam nowy projekt zawodowo-sportowy), co w połączeniu z pracą i życiem prywatnym sprawia, że mam naprawdę wypełniony kalendarz po brzegi. I właśnie w takie dni, kiedy poza pracą są jeszcze spotkania, jakieś sprawy urzędowe i np nauka ( bo jednym z nowych obowiązków jest szkoła) nagle jakoś mogę nie marnować czasu na głupoty, efektywniej pracować i jeszcze zrobić dobry trening. Zauważyłam, że z organizacją czasu i mobilizacją do treningów idzie mi najgorzej gdy mam zupełnie wolny i nie zaplanowany dzień. Wtedy długo śpię, potem kręcę się po domu, kawa, jedna, druga coś w tv i sama nie wiem kiedy połowa dnia już za mną.
Ciekawa jestem jak jest u Was? Wolne dni ciśniecie jak cytrynę? Czy podobnie jak ja lepiej sobie radzicie gdy macie wiele zadań do wykonania?
Ja nie mam możliwości trenowania rano, ponieważ chodzę do pracy na godz 6.00, także musiałabym wstawać o 3.00 żeby zdążyć pobiegać, no a to raczej nie wchodzi w grę. Dlatego gdy ostatnio udało mi się w weekend przed szkołą wyjść pobiegać, to doceniłam jakie to fajne uczucie. Od rana naładowane baterie, rozbudzenie maksymlane, no i totalny luz na resztę dnia...lub możliwość zrobienia drugiego treningu.
Aktualnie zdrowie wykluczyło mnie ze sportu, ale jak tylko mi się poprawi to wracam na maxa.
Ciekawa jestem jak jest u Was? Wolne dni ciśniecie jak cytrynę? Czy podobnie jak ja lepiej sobie radzicie gdy macie wiele zadań do wykonania?
Ja nie mam możliwości trenowania rano, ponieważ chodzę do pracy na godz 6.00, także musiałabym wstawać o 3.00 żeby zdążyć pobiegać, no a to raczej nie wchodzi w grę. Dlatego gdy ostatnio udało mi się w weekend przed szkołą wyjść pobiegać, to doceniłam jakie to fajne uczucie. Od rana naładowane baterie, rozbudzenie maksymlane, no i totalny luz na resztę dnia...lub możliwość zrobienia drugiego treningu.
Aktualnie zdrowie wykluczyło mnie ze sportu, ale jak tylko mi się poprawi to wracam na maxa.
![]() |
| Mój typowy dzień: praca, sprawy"na mieście", chwila dla Męża, trening i chwila dla siebie ;) |
Subskrybuj:
Posty (Atom)



