poniedziałek, 25 kwietnia 2016
Hejt na biegaczy
Zarówno dystans maratoński jak i bieg na 10 km przy OWM zawsze słynął ze świetnej organizacji i ciekawej, miejskiej trasy. no i niestety w tym roku juz tego nie mogę powiedzieć. Trasa na 10 km przebiegała wzdłuż Wału Miedzeszyńskiego i tak 4 km, potem kolejne 2 przez zakamarki Gocławia ( nic nie mam do samej dzielnicy, ma swoje fajne strony, słynny Balaton, ale akurat trasa nie zawierała ani jednej ciekawej rzeczy na której można by się skupić czy oko zawiesić),no i dopiero ostatnie 3 km to bieg przez piękną Saską Kępę i wbieg na błonia Stadionu Narodowego...w porównaniu np do możliwości przebiegnięcia przez Most Świętokrzyski w ubiegłych latach , musicie przyznać, że trasa wypada blado... Na szczęście biegło mi się dobrze, miałam lekkie nogi i wolną głowę i nawet "tak fascynująca trasa" nie wpływała na moją ogólna kondycję. Na mecie znowu fantastyczna energia biegaczy, kibiców, transmisja walki elity maratońskiej i wielkie oczekiwanie na zwycięzcę.
Postanowiłam, że pojadę do domu, przebiorę się i pójdę kibicować w Wilanowie. no i rzeczywiście kibicowałam, tyle że z samochodu bo czekałam godzinę, żeby móc wjechać na swoje osiedle. Zapewne gdybym nie była biegacza, to cierpliwości by mi nie wystarczyło i byłabym ostro wkurzona. a tak...obserwowałam maratończyków, kibicowałam i zerkałam na serial który odpaliłam w telefonie. No i to wydarzenie sprawiło, że pierwszy raz pomyślałam sobie, że w sumie to trochę rozumiem tych wszystkich nie-biegaczy, którzy lamentują na wieść o kolejnym biegu. Oczywiście z punktu startującego biegacza sprawa jest przesądzona. Każdy bieg jest fajny, im więcej tym lepiej. Co złego w sporcie i pozytywnej energii? no nic, ale to wczorajsze doświadczenie dało mi obraz " z drugiej strony". Jednak co innego sobie coś wyobrazić, a zupełnie inaczej jest gdy to przeżyjemy.
Ale, ale! Żeby teraz nie bylo, że ja przechodzę na druga stronę mocy!Chciałam tylko wyrazić zrozumienie.
Jednak mówię stanowcze nie panu, który konwersował ze mną na wilanowskim portalu pisząc, że weźmie pistolet i wystrzela biegaczy. Mówię także nie fejsbukowiczce, która w ostatnich godzinach zyskała popularność pisząc małe wypracowanko ze słowami na K, Ch i P w rolach głównych na temat jej sprzeciwu wobec organizacji biegów masowych w miastach. argumentując to hasłem "biegacze do lasów". Tylko jak znaleźc las w okolicy Warszawy, który pomieściłby kilkanaście tysięcy osób? Tego pewnie fejsbukowiczka pod uwagę nie bierze. Chciałabym wierzyć, że gdyby w Warszawie był jeden maraton i jeden półmaraton, to wydarzenia te byłyby świętem dla mieszkańców, tak jak to się dzieje na całym świecie. A nawet co by tu daleko szukać w innych miastach, takich jak Wrocław czy Szczawnica.
wiadomo, że racja jest jak zwykle po środku, ale w tej powracającej fali hejtu, która przybiera coraz bardziej dosadny język warto podkreślić, że w stolicy są również kibice zadowoleni z biegów. Za każdym razem stoją wzdłuż trasy i dodają swoimi okrzykami, klaskaniem, wierszykami, piosenkami i plakatami dużo energii. I za to kibicom na wszystkich trasach BARDZO DZIĘKUJĘ!
Tak sobie mysle, że może rozwiązaniem problemu byłby większy odstep czasowy maratonów i półmaratonów w mieście. Teraz jest kumulacja wiosna i jesienia, no i nastepuje kumulacja negatywnych emocji. niby tlko 4 imprezy, a wychodzi, że aż 4! a jakie jest Wasze stanowisko? Bieganie ponad wszystko?Czy trochę rozumiecie lamentujących?
niedziela, 3 kwietnia 2016
Pech nad pechami....biegaczka w opałach
Tylko niestety już w Zakopanem pojawił się lekki kaszel, po przyjeździe do Warszawy choroba zaczęła się rozkręcać. Postanowiłam "rozbiegać to wszystko", bo wiadomo, że bieganie dobre na wszystko...No i w środę zrobiliśmy świetne , trailowe 13 km po Wilanowie.
Potem było juz tylko gorzej, a skończyło się zapaleniem gardła i tchawicy..PZU Półmaraton Warszawski widziałam na monitorze klikając okienko "transmisja na żywo"....A wszystko było tak dokładnie zaplanowane, wyczekane...miało być tak pięknie.
Wiadomo, że w Koronie jest 10 imprez biegowych, więc spokojnie nadrobię. Wiadomo, że jeszcze w wielu biegach wystartuje, wiadomo, że całe życie przede pną...ale jednak rozczarowanie wielkie. No i po chorobie zawsze mija chwila zanim odzyska się formę. Co za pech....
A tak spędzam teraz czas..zaprzyjaźniona z nowym sprzętem :)
A wszystkim, którzy dzisiaj startowali w Warszawie, Dębnie, Paryżu czy jakimkolwiek innym miejscu gratuluję i biegowo pozdrawiam!!!!
niedziela, 27 marca 2016
Wielkanoc nad Morskim Okiem
Na Niedzielę Wielkanocną wybraliśmy wycieczkę do Morskiego Oka. Ja byłam tam już wiele razy, ale w takich odstępach czasu że zawsze robi na mnie wrażenie. Dla mojego Męża to był pierwszy raz więc tym większa przyjemność :) pogoda była przepiękna! Błękitne niebo,słońce, pełna widoczność. W sumie 17 km wspaniałego spaceru. Gdy dotarliśmy na miejsce nieco się zdziwiłam,bo jezioro zmieniło się w wielkie lodowisko. Było urokliwe,ale jednak zupełnie inne. Znowu natura mnie zaskoczyła. Za to pomidorówka i placki w schronisku pyszne jak zawsze. Wielki fart,wspaniały dzień. W najlepszym towarzystwie. Z Mężem. Randka Idealna.
piątek, 25 marca 2016
Rozbiegana Wielkanoc
Już od miesiąca czekałam z utęsknieniem na Święta. Po pierwsze Świeta same w sobie są fajne, po drugie wyjątkowo mam wolne i po trzecie zaplanowaliśmy wyjazd w góry więc same plusy. Właśnie jesteśmy w trasie do Zakopanego. W sumie tylko 4 dni, ale grafik napięty. Kasprowy, Morskie Oko,Giewont,termy. Maszerowanie, bieganie,przyroda, daleko od miejskiego zamieszania, stresów i pędu . No i w końcu będziemy mieli czas dla siebie :) Być może warunki pogodowe zweryfikują nasze plany,ale nastawiam się pozytywnie. Zakopane,to miejsce, które odwiedzam od dzieciństwa. Za to dla mojego męża to będzie debiut,takze robię za przewodnika. Bez mazurka i babki,ale z plecakiem i obiadem w schronisku z widokiem na Tatry. Wielkanoc na sportowo. Pozdrawiamy :) Piszcie jakie Wy macie plany na Wielkanoc.
czwartek, 24 marca 2016
Wybiegany natłok myśli
Słońce, pojawiające się pączki, listki i świergot zwariowanych ptaków od razu wywołuje uśmiech. Dlatego w miniony weekend postanowiliśmy pobiegać po lesie, poszukać nie wybieganych przez nas ścieżek w okolicy i pobiec na....plażę :) nie nie mieszkamy nad morzem, nie byliśmy na wakacjach, nawet jeziora nie mamy. Ale jest pewna tajna miejscówka nad Wisłą gdzie jest dziko, pięknie i pusto!!!!
Takie klimaty zaczynają się już 2 km od miasteczka Wilanów. Potem wbiegamy do Rezerwatu Morysin, dookoła Pola Golfowego, na Zawady i nad Wisłę. Bardzo fajna trailowa trasa ok 15 km. I kto by pomyślał, że to wszystko niemal w mieście
Ciekawe miejsca biegowe są również gdy z Miasteczka Wilanów pobiegniemy w stronę Ursynowa : ulica Hlonda, Łodygową i do lasu...Przez pla można też pobiec do Powsina, no i las Kabacki...tylko tam już nie jest tak kameralnie :) Gdyby ktoś szukał ciekawych tras w okolicach Wilanowa, to chętnie podpowiem. Nie ma nudy :)
poniedziałek, 22 lutego 2016
Mała przerwa - duża zmiana
Trudno jest mi sobie wyobrazić jak wygląda powrót do ćwiczeń po długiej przerwie czy po ciężkiej chorobie. To musi być naprawdę bardzo, bardzo trudne. I fizycznie i psychicznie. Z głowa chyba nawet trudniej...
Mój powrót wyglądał tak: 5 km biegania, pilates i tbc, 5 km biegania, trening funkcjonalny Reebok'a. Z treningu na trening trochę lepiej, ale nawet gdy wczoraj byłam na pilatesie i tbc, to czułam że szybciej się męczę, mniejsza wydolność płuc i wytrzymałość.
Dało mi to trochę do myślenia. Nie tylko odnośnie sportu, ale także ogólnie trybu życia. Od 3 lat zaczynam pracę przed 6.00 rano, wysypianie jest dla mnie tak samo abstrakcyjne jak lot w kosmos i gdy do tego doda się kilka pracujących weekendów z rzędu i nieregularne posiłki, to tak zwana higiena życia jest totalnie zaburzona. Nie da się wymagać od swojego organizmu 200 % - bo ma się sprawdzić intelektualnie w pracy/na studiach/na szkoleniach/na spotkaniach biznesowych, wymagać od ciała bo ma być zdrowe, fajnie wyglądać, mieć siłę i do tego dobrze trenować, gdy dajemy niewiele w zamian.
No i to muszę zmienić. Stawiam na higienę życia i regenerację. Muszę w końcu zacząć się wysypiać. Bez regeneracji nie ma energii. A ja za chwilę podejmuję wyzwanie przebiegnięcia korony półmaratonów, więc czasu na marudzenie nie będzie :)
poniedziałek, 8 lutego 2016
Im więcej na głowie tym lepsza organizacja
Ciekawa jestem jak jest u Was? Wolne dni ciśniecie jak cytrynę? Czy podobnie jak ja lepiej sobie radzicie gdy macie wiele zadań do wykonania?
Ja nie mam możliwości trenowania rano, ponieważ chodzę do pracy na godz 6.00, także musiałabym wstawać o 3.00 żeby zdążyć pobiegać, no a to raczej nie wchodzi w grę. Dlatego gdy ostatnio udało mi się w weekend przed szkołą wyjść pobiegać, to doceniłam jakie to fajne uczucie. Od rana naładowane baterie, rozbudzenie maksymlane, no i totalny luz na resztę dnia...lub możliwość zrobienia drugiego treningu.
Aktualnie zdrowie wykluczyło mnie ze sportu, ale jak tylko mi się poprawi to wracam na maxa.
![]() |
| Mój typowy dzień: praca, sprawy"na mieście", chwila dla Męża, trening i chwila dla siebie ;) |
środa, 3 lutego 2016
Wings for life
Po godzinnym treningu w totalnej ulewie odbyło się spotkanie na którym Dominika Stelmach, Grzegorz Urbańczyk i Bartosz Olszewski opowiadali o swoich wspomnieniach, doświadczeniach i planach związanych z tym biegiem.
Podsumowując rady tych superbiegaczy warto przed startem wziąć pod uwagę dietę, również dnia poprzedniego. Teoria, że skoro start jest o 13.00, nie trzeba się przejmować dietą może być zgubna. Przekonała się o tym Dominika. Bartek mówił, że trzeba zająć sobie czymś głowę,bo jeśli tak jak w jego przypadku z planowanych 55 km zrobią się 73 km, to trzeba się motywować. Warto tez pamiętać o piciu, żeby się nie odwodnić. Bo o przygotowaniu treningowym nie ma nawet co wspominać, zwłaszcza przy takich dystansach ;)
Bartek w ramach swojej wygranej wystartuje w Kanadzie, a Dominika w Australii.
Najbliższa edycja juz 8 maja w Poznaniu i w wielu miejscach na całym świecie. Zapisy trwają.
Głównym celem globalnego biegu jest zbieranie środków na badania nad leczeniem przerwanego rdzenia kręgowego, na które przeznaczona będzie całość opłat startowych. Jednak każdy z nas może znaleźć dodatkowy, własny cel. Walkę z czasem, z własnymi wynikami, ucieczkę przed meta, a może po prostu dobra zabawa? Ja w ten sposób będę świętowała 34 urodziny.
Uczestnicy biegu mogą dopisać się do drużyn. Ja wybrałam Wings for Fun Pauliny Holtz. Sprawdźcie koniecznie, kto stoi na czele innych ekip i wybierzcie najlepsza dla siebie albo załóżcie swoją!!!
Wiadomo, że większość z nas pobiegnie dla zabawy. Jednak dla tych najlepszych świadomość, że bieg odbywa się na całym świecie w tym samym czasie musi być dodatkową motywacją. Oglądając w zeszłym roku relacje na żywo w telewizji przeżywałam wielkie emocje patrząc na której pozycji w rankingu światowym jest Bartek Olszewski. To jest wielka sprawa.
sobota, 30 stycznia 2016
Wegańskie warsztaty kulinarne
Zajęcia były prowadzone przez człowieka, który na co dzień jest coachem, więc ma tak zwane gadane....opowiadał o zwyczajach żywieniowych, które wprowadziła w ich domu oczywiście jego żona, która jest doradcą żywieniowym.
Nie było to spotkanie na którym można dowiedzieć się wszystkiego na temat odżywiania, uzyskać odpowiedzi na dręczące nas pytania dotyczące diety czy znacznie pogłębić wiedzę. Niestety nie otrzymałam odpowiedzi na pytania dotyczące np kolacji ( zazwyczaj jest to dla mnie problematyczny posiłek, bo z jednej strony jestem najbardziej głodna a z drugiej oczywiście nie chaiałabym przytyć), Prowadzący stwierdził, że on je kanapki, a co innego można to nie wie i że każdy musi wypróbowac po czym dobrze się czuje....Także od strony edukacji na minus, ale od strony rozrywki i rozwoju plus. W jakimś stopniu spotkanie było inspirujące. do tworzenia nowych potraw, zdrowego odżywiania, gotowania wspólnie z drugą połową czy przyjaciółmi.
Podczas warsztatu przygotowywaliśmy ciasto proteinowe, tak zwane kulki mocy i koktajle.
Rzeczą, którą na pewno wykorzystam w swojej kuchni są kulki mocy. Przygotowane z 200 gr płatków owsianych, 100 gr moreli, fig i daktyli, 50 ml oleju kokosowego. Ze zmiksowanej masy robimy małe kulki i obtaczamy je w wiórkach kokosowych, amarantusie, kakao czy np posiekanych orzechach. Kulki są proponowane jako zamiennik żelu energetycznego w czasie startów, ale chyba jednak są za miękkie by włożyć je do kieszeni. Chyba że mamy pomocnika, który będzie czekał w umówionym miejscu i kulki nam wręczy. Ale niewątpliwie przekąska jest pyszna i warto ją zrobić jako przekąskę do kawy.
a już za chwilę zaczynam kursy dietetyczne, więc będe się z Wami dzieliła wiedzą i przepisami :)
niedziela, 24 stycznia 2016
"Historia tysiąca lęków". Książka dająca zastrzyk motywacji!
Dlatego muszę Was ostrzec. "Historia tysiąca lęków", to pozycja absolutnie OBOWIĄZKOWA.Dla tych, którzy marzą o czymś, ale wiecznie to odkładają.Dla tych, którzy sa skoczkami spadochronowymi albo zawsze chieli to zrobić, dla tych którzy potrzebują motywacji, wzorców i dla tych, którzy po prostu szukają dobrej książki.
Napisana w formie pewnego rodzaju dziennika, bo autor przeprowadza nas przez historię swojego życia od pierwszego, dziecięcego zachwytu światem do punktu kulminacynego czyli skoku ze spedochronem z balonu, ze stratosfery ( wysokośc ponad 11 tysięcy metrów) przy temperaturze - 60 stopni, z prędkością ponad 350 km/h.
Wspólnie z autorem będziemy błądzili w górach, gdzieś w okolicach szczytu Materhorn, przeżyjemy pierwszy sok ze spadochronem, zwiedzimy Nową Zelandię i totalnie wsiąkniemy w środowisko skoczków spadochronowych. To co zrobi największe wrażenie, to oczywiście punkt kulmincyjny czyli wielki skok i seria przygotowań do tego wydarzenia. Jednak, to co dodaje uroku książce, to dialogi wewnętrzne autora, zabawne przemyślenia i przede wszystkim świetny język jakim jest napisana.
Książka motywuje, ale jednocześnie uświadamia, że lęk i wątpliwości to ldzkie sprawy i nie ma w nich niczego złego.
Miałam przyjemność nie tylko przeczytać książkę, ale i rozmawiać z autorem w mojej audycji Rozbiegani w Czwórce Polskim Radiu. Gorąco polecam!
tu można posłuchać rozmowy
niedziela, 20 grudnia 2015
Trudny klient na treningu
W byłam w weekend na fitnessie, klasyczne zestawy ćwiczeń na spalanie + ćwiczenia na pośladki i brzuch. Wszystko w bardzo szybkim tempie, maksymalnie dużo powtórzeń . Dla mnie trening idealny, bo maksymalnie wykorzystuję czas poświęcony na ćwiczenia. Instruktorka bardzo ładna, ze świetną figurą, zachęcająca do walki. Nigdy nie pokazująca alternatywy dla tych którzy nie mają siły, sa początkujący itd.No ale grupa niemal w całości składała się ze stałych bywalczyń klubów fitness, więc prawie problemu nie było.
No właśnie. Prawie. Bo na zajęciach pojawiła się kobieta z widoczną nadwagą, ok 40 lat. Widać było, że jest na początku drogi. Nie znała choreografii, nie znała poszczególnych ćwiczeń i wielu nie była w stanie wykonać. Z różnych przyczyn: bo były za trudne, bo nie znała techniki, bo była zbyt zmęczona, bo nie potrafiła wykonać ćwiczenia odpowiednio szybko.
W efekcie cała sala robiła już trzecie powtórzenie, a Ona pierwsze. A instruktorka NIC. Zupełnie jakby ta kobieta była niewidzialna. Nie podeszła do niej, nie pokazała alternatywnych ćwiczeń, nie zapytała czy ktoś jest pierwszy raz na zajęciach....no zupełnie jakby ćwiczyła gdzieś w Kalifornii w programie telewizyjnym jak Mel C i trenowała wirtualnych ludzi przed telewizorami..... No nie ma tak, że na fitness, do siłowni, na trening będą przychodzili tylko silni, wysportowani, młodzi i zdrowi ludzie. Dobry trener powinien podejmować trudne wyzwania, pracować ze wszystkimi, także "trudnymi klientami".
Dodam, że sala nie była przeładowana i spokojnie można było obserwować wszystkich ćwiczących.
Co o tym sądzicie? spotykacie się z takimi sytuacjami?
niedziela, 22 listopada 2015
Kolor daje siłę
![]() |
| Kampania Reebok: Burn Your Black Leggings, fot. Dominika Cuda |
A cała kolekcja Reebok jest bardzo kolorowa, fajnie zaprojektowana i oryginalna.
Oczywiście najważniejsze, żeby ciuchy sportowe były wygodne, odprowadzały wilgoć i spełniały swoją podstawową rolę czyli pomagały, a nie przeszkadzały w uprawianiu sportu. Jednak gdy wyjmuje z szafy różowe, zielone czy niebieskie leginsy, do tego kolorowa bluzę i czapkę, to po pierwsze robi sie cieplej, po drugie pojawia sie pozytywna energia i uśmiech, a poza tym każdy lubi fajnie wyglądać.
I nie dotyczy to tylko kobiet ;) Gdy obserwuje jak mój mąż wybiera buty ( czasami trwa to naprawdę długo ) to wiem, że nie tylko funkcjonalnośc ma znaczenie...kolor i design jak najbardziej też.

Ja staram się nie wydawać fortuny na ciuchy sportowe ( wystarczy, że dzieje się tak w przypadku ubrań na co dzień ) i często kombinuje. Mam np kilka naprawdę fajnych leginsów Adidasa czy Nike, ale łącze je z bluzami z Tchibo, GoSportu czy Decathlonu.
W mojej kolekcji są też ciuchy biegowe z Lidla, ale te mimo ciekawej ceny niestety nie sprawdziły się na biegowych ścieżkach. A Wy jak kombinujecie? przeceny, internet, aukcje, rabaty? Czy może idziecie na całość i kupujecie wszystko z najnowszych kolekcji?
czwartek, 12 listopada 2015
Półmaraton Lago di Garda
W niedzielę 8 listopada odbył się Półmaraton w miejscowości Riva del Garda przy jeziorze Garda - Garda Half Marathon. Wybór akurat tego biegu był dla mnie dosyć prosty. Po pierwsze mój mąż jest Włochem i często bywamy w okolicy, po drugie półmaraton to chyba mój ulubiony dystans, no i piękna okolica.
Zapisałam się stosunkowo wczesnie, więc wpisowe nie było aż tak duże, zapłaciłam 28 euro. W pakiecie koszulka, cała torba włoskich przysmaków regionalnych ( sery, jogurty, czekolada, owoce, próbki kremów, suplementów diety...). Trasa biegu przebiegała przez lokalne miejscowości, winnice, wzdłuż jeziora, a dookoła pasmo górskie Prealpy. Warunkiem uczestniczenia był certyfikat medyczny ( formularz trzeba było ściągnąć ze strony i wypełnić u lekarza). Najłatwiej takie pozwolenie zdobyć w klinice medycyny sportowej, niestety takie badania są kosztowne. W zeszłym roku w klinice Lux Med usłyszałam, ze koszt badań wydolnościowych i orzeczenie lekarza będzie kosztowało 700 złotych....no i oczywiście mój pakiet takich badań nie obejmuje. Dlatego poszłam droga niższego kosztu, ale zdecydowanie dłuższą. Zaczynamy od wizyty u Internisty, potem badania krwi, ciśnienia, ekg, echo serca, powrót do Internisty. W tym roku wystarczyła wizyta u kardiologa i ekg. Koszt 0zł, bo miałam te badania w pakiecie.uff.
Z papierem w garści, opłaconym pakietem mogłam usiąść przed kompem i poszukać lotów. Lot do Bolonii w 2 strony 250 złotych. Nad Gardę dojechaliśmy samochodem pożyczonym od rodziców, ale można też dojechac z lotniska autokarem. Szybsze rozwiązanie to lot do Werony, ale niestety te nie sa takie częstw i sa dużo droższe. Można też polecieć do Bergamo koszt lotu w zależności od promocji, ale średnia cena ok 250 złotych. Z lotniska pociągiem za ok 15 euro do Rovereto i stąd autobus za ok 3 euro do Gardy. Wszystkie informacje o busach znajdziecie BUSY TUTAJ a TUTAJ POCIĄGI . Ceny noclegów zaczynają się od 20 euro za osobę ze śniadaniem. Być może są tańsze, ale na szybko nie znalazłam.
Wracając do samego biegu, to pakiet odbierałam dzień wcześniej w hali sportowej. Wszystko szło bardzo sprawnie, nie było kolejek. Expo dosyć skromne, ale za to dużo promocji. Każdy mógł sobie coś fajnego wygrzebać. Prezentowały się także biegi organizowane w innych regionach. Mnie zainteresował najbardziej Maraton w Mediolanie, choć cały czas nie wiem czy chcę kolejny raz pokonywać dystans królewski...może jednak poprzestanę na półmaratonach.
Następnego dnia start był o godzinie 10.00, wszyscy byli podzieleni na grupy żółte, zielone, niebieskie i czerwone w zależności od zakładanego czasu. Jak to Włosi od samego początku rozkręcali imprezę. Tuż przed startem była głośna muzyka, śpiewanie, oklaski i ogólna radocha. Ten dodatkowy zastrzyk energii, endorfin, radości dodał mi sił na samym początku biegu. Pierwsze kilometry to przebieg przez piękne miasteczko Riva, następnie trasa wzdłuż jeziora, przez tunele i w końcu między winnicami. Pogoda była przepiękna, niebieściutkie niebo, słońce, 22 stopnie...no bajka i te wielkie góry...naprawdę to było tak piękne, że aż chwytało za serce ( wiem wiem brzmi strasznie tanio jak z brazylijskiego serialu, ale naprawdę tak było).
Pierwsze punkt z woda ok 6 km, kolejny w połowie 11 km i tu byłam już naprawdę mocno zniecierpliwiona :) kolejna i juz ostatnia stacja z wodą na 17 km.
Na całej trasie masa kibiców, wolontariuszami byli często Seniorzy którzy byli naprawdę szczerze zaangażowani w bieg. Włosi z okolic Rivy nie denerwowali się zamkniętymi ulicami, korkiem czy koniecznością sprzątania po imprezie...cieszyli się, że moga się wypromować, że 4500 osób wzięło udział w imprezie, że zarobili lokalni hotelarze, restauratorzy, sklepikarze itd Naprawdę atmosfera na 5 z wielkim plusem.
Trasa przepiękna, przeplatały się małe, urokliwe miasteczka z niesamowita przyrodą. Gdyby nie bieg, to chyba nie miałabym okazji żeby tak dokładnie zwiedzić okolice. Zauważyłam też, że są tam niesamowite trasy rowerowe, więc jeśli ktoś nie biega to może postawić na rower. Naprawdę warto. Aby objechać dookoła jezioro musimy pokonać ponad 200 km, więc zabawa na przynajmniej dwa rowerowe dni będzie :)
Ostatnie 3 km przebiegały przez tak piękna okolice, że już nie mogłam się powstrzymać i robiłam zdjęcia w biegu, przybijałam piątki z Polakami, po prostu cieszyłam się biegiem, miejscem, klimatem. Z reszta taki był cel tego biegu, bo znając warunki pogodowe wiedziałam że szału nie będzie, więc żeby nie męczyć się biegiem i nie wyrzucać sobie w myślach, że kiepsko biegnę postanowiłam postawić na zabawę. I myślę, że to jest zwycięstwo. Bo w końcu w bieganiu chodzi o bieganie, a nie o to żeby się zadręczać, że wynik nie taki...
Na mecie było duże zaskoczenie, bo nie było ani wody ani bananów/jakiegokolwiek jedzenie...to było zaskoczenie dla mnie. Ale zobaczyłam, że Włosi piją wode z fontanny, więc zrobiłam to samo. Nadal żyje i czuję się dobrze, więc chyba mi nie zaszkodziło. Za to pasta party po biegu było na najwyższym poziomie. Makaron - bajka, masa słodkości, można by wojsko wykarmić :)
Trasa biegu była płaska, naprawdę niewiele podbiegów. Jedyną przeszkodą w drodze do życiówki mógł być wiatr, chwilami silny i wysoka temperatura jak na te porę roku. Jednak widoki tak przepiękne...no i wizja pizzy czy pasty na mecie w wersji najlepszej na świecie robią swoje :)










































